SMAKI AZJI - DZIEŃ 17 PORA SUCHA CZY PORA MOKRA?
Przed nami kolejny dzień przygody!
Jak wstawałam, jeszcze nie wiedziałam co nas czeka.
Był to przeciwny dzień. I niespodziewany. Chyba też nie każdemu się spodobał. Dla mnie jednak to jeden z dni, które najmilej wspominam z całej wyprawy.
Ahoj przygodo!
Wiem, że zepsułam całą niespodziankę. ale to zdjęcie przedstawia dokładnie to, co zastaliśmy rano przy próbie wyjścia z hotelu. Za mną znajduje się ulica, która prowadziła do naszego hotelu. Po całonocnych opadach (tak, deszcz nie przestał padać nawet na chwilkę, a nie była to mżawka) na naszej ulicy było ok. pół metra wody. I poziom cały czas się podnosił.
Mając taki widok z okna:
kompletnie się tego nie spodziewałam. Zwłaszcza, iż byłam przekonana, iż jest to pora sucha! Później dopiero doczytałam, iż pora deszczowa w środkowym Wietnamie trwa od września do grudnia. Trafiliśmy zatem na jej końcówkę.
Dzisiaj powinniśmy wyruszyć w drogę na południe, w kierunku Mui Ne, gdzie mięliśmy spędzić kilka dni. Nasz autobus odjeżdzał około 7;30 rano. Musieliśmy więc przejść kilkaset metrów do miejsca, gdzie była zbiórka. O taksówkach mogliśmy zapomnieć, bo żadne samochody nie były w stanie wjechać na ulicę. Co nam zatem pozostało? Wziąć walizki w dłonie i wędrować z nimi po ulicy! Każdy zabezpieczył bagaże foliami, aby walizki nie przemokły, a znajdujące się w środku ubrania i pamiątki nie uległy zniszczeniu. Oczywiście ja nie pomyślałam o zabraniu starych, pozostawionych peleryn i niosłam swoją walizkę bez żadnej osłony. I się okazało, iż moja walizka pozostała praktycznie sucha :D To się nazywa szczęście!
Rada podróżnika: zawsze bierz taki bagaż, który jesteś w stanie udźwignąć!
Ja sobie dałam radę ze swoimi 13 kg, jednak wiele osób miało problemy z uniesieniem swoich i ciągnęli je zanurzone w wodzie.
Po dotarciu w pobliżu miejsca wyjazdu zatrzymaliśmy się w hotelu, gdzie zostawiliśmy bagaże i chętni zjedli szybkie śniadanie.
Zegar tykał. Godzina 6:57
I tykał. Godzina 8:15
Dwie minuty później... Oprócz tego, iż padało, to była jeszcze nad nami burza :D Wyobrażacie sobie chodzenie po wodzie do kolan gdy nam Wami szaleją błyskawice? :D
9:03
5 minut później...
Bus powinien być...
... i nie było...
... opóźnienie jak mówili....
... będzie za pół godziny...
... i nie było...
... 3h później też nie....
... informacja: MOŻE o 18 się pojawi...
... słowo klucz: "może"...
Deszcz nie ustawał, wręcz przeciwnie: wzmagał się. Ulica, która dotychczas pozostawała niezalana, nabierała wody. Centymetr za centymetrem...
Pomimo zakupionych biletów, około 14, zdecydowaliśmy się na znalezienie prywatnego transportu. Wydaliśmy po ok. 20 $ od osoby i pomimo zamówienia większego busa, przyjechał o połowę mniejszy. To jest tzw. azjatyckie umawianie się. Mimo wszystko nie zrezygnowaliśmy z kursu. Chcieliśmy się tylko wydostać z tamtego miejsca.
Podróż trwała kilka godzin. Nie obeszło się jednak bez dalszych przygód! W trakcie drogi do Mui Ne nasz kierowca otrzymał telefon, który spowodował, iż bardzo się zdenerwował. I nie przesadzam tutaj. Był bardzo zdenerwowany, aż walił w deskę rozdzielczą, niebezpiecznie blisko moich nóg, bo siedziałam akurat na przednim siedzeniu... Zastanawiałam się kiedy ja dostanę przez przypadek...
Nadszedł zmierzch. Jedynie w oddali widać było łunę zachodzącego słońca. I nagle... bum! Uderzyliśmy w coś! Jak się okazało, nasz kierowca uderzył w... KROWE!! Ale co tam zwierze, jedyne co go interesowało to samochód i uszkodzenia jakie to uderzenie spowodowało. Po chwili ruszyliśmy dalej, a po napotkaniu pierwszych Wietnamczyków kierowca nagle się zatrzymał i zaczął... krzyczeć :D Na szczęście nasza podróż miała się już ku końcowi. Bez dalszych niespodzianek dojechaliśmy do hotelu, gdzie się zakwaterowaliśmy i udaliśmy na kolację do indyjskiej restauracji.
Nadszedł czas na odpoczynek...
Do usłyszenia!
P.S. Odpoczynek taki spokojny nie był z myślą, iż w drzwiach jest duża szpara, za oknem gekony a w pokoju duży robal :D:D:D:D







Komentarze
Prześlij komentarz