SMAKI AZJI - DZIEŃ 9 MIASTO JAK Z POCZTÓWKI

Luang Prabang.
To zarówno pierwszy jak i ostatni dzień w tym mieście. Ostatni, bo dzisiaj wieczorem opuszczamy Laos; pierwszy - w końcu wspólnie wychodzimy na miasto, żeby odkryć powód, dla którego zostało ono wpisane na listę UNESCO.

Ale może zacznijmy od początku...
Z powstaniem Laosu wiążą się dwie legendy. Pierwsza z nich mówi, iż podczas swojej podróży po Azji Południowo - Wschodniej Budda usiadł nad Mekongiem. Miejsce tak mu się spodobało, iż podobno uśmiechnął się i powiedział, że w tym miejscu powstanie stolica: potężna i bogata. Nazwał ją Luang Prabang, co oznacza Królewskie Miasto Delikatnego Obrazu Buddy. 
Druga legenda wspomina o dwóch pustelnikach, którzy zauroczeni napotkanym miejscem, na pamiątkę zobaczonego tam drzewa, nadali mu nazwę  Xieng Dong. Mieszkańcami założonego miasta były tylko fantastyczne stwory, które po swojej śmierci zostały jego opiekunami. Wówczas pojawili się ludzie. 
Obie legendy łączy jedno: miasto powstało w tym miejscu ze względu na piękną lokalizację. Robi ona wrażenie do dzisiaj. Zabytkowa część miasta położona jest na półwyspie otoczonym dwoma rzekami: Mekongiem i Nam Khan. Całe miasto otoczone jest zielonymi pagórkami.

W całym mieście jest bardzo dużo świątyni. W szczycie świetności było ich tam aż 66! Upływ czasu oraz wojny/walki przetrwała tylko połowa świątyń, dokładnie 32. Tym razem nie będę opisywała każdego miejsca, które zobaczyliśmy. Było by to długie i nudne. Dlatego wybrałam dla was 3 "must see". Oto one:

1) Wzgórze Phousi Hill
To ok, 150 m wzniesienie w centrum Luang Prabang jest przeważnie oblegane w czasie zachodów słońca. Aby wyjść na jego szczyt należy zapłacić ok. 20 000 kipów (jeżeli pamięć mnie nie zawodzi) oraz wejść po 329 schodach. Na szczycie znajduje się świątynia, jednak nie zrobiła na mnie wrażenia. Warto tam się wybrać jednak dla widoków na całe miasto. Zobaczcie sami!






2) Sisavangvong Road
To wzdłuż tej ulicy w godzinach wieczornych zokalizowany nocny market (do około 21). W ciągu dnia nie ma po nim już śladu. Widać natomiast kamienice i wille, będące pozostałością po francuskim kolonialiźmie. Część z nich jest nadgryziona czasem, część odnowiona, wszytskie jednak tworzą atmosferę jak z euopejskiego miasteczka. W większości budynków urządzone są obecnie hoteliki, restauracje, sklepy z pamiątkami. Warto tutaj oddalić się od głównej ulicy i zgubić się w labiryncie wąskich uliczek. 






3) Wat Xieng Thong 
Do tego kompleksu trafiłyśmy już wcześniej wieczorem z M., unikając opłaty, która w ciągu dnia pobierana jest od turystów. Kompleks robi wrażenie zarówno w ciągu nocy jak i za dnia. Główna Świątynia Złotego Miasta to najświetniejszy przykład klasycznej architektury buddyjskiej północnego Laosu z XVI w. (1560 r.). Według legendy to w tym miejscu dwóch mnichów położyło "kamień węgielny" pod nowe miasto. Aż do roku 1975 r. (kiedy Luang Prabang utracił status stolicy), Xieng Thong stanowiła świątynię królewską. 


Na cały kompleks składa się ponad 20 budynków, w tym liczne stupy oraz biblioteka. Są one bogato zdobione.






W jednej ze świątyń spotkała nas niespodzianka. Po przykucnięciu na dywanach przed posągiem Buddy, mnisi przynieśli nam stolik z poczęstunkiem. Mogliśmy spróbować tradycyjnych laotańskich dań. Dziękuję Wam za to!


Niestety nasz czas w Luang Prabang dobiegł końca. Teraz już wiemy, dlaczego UNESCO doceniła Luang Prabang i w 1995 r. umieściła na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego. Luang Prabang to rzadki i znakomity przykład połączenia tradycyjnej architektury i struktur miejskich Laosu z budowanymi przez francuskie władze kolonialne w XIX i XX wieku. Wyjątkowy, niezwykle dobrze zachowany krajobraz miasta ilustruje kluczowy etap w łączeniu tych dwóch odrębnych tradycji kulturowych.


Żegnaj Luang Prabang! Żegnaj Laosie! Już za kilka godzin będziemy w Wietnamie. Pora na kolejny rozdział.

P.S. Niestety po raz pierwszy zostałam oszukana w Azji. Miało to miejsce przy wymianie pieniędzy z kipów na dolary amerykańskie. Rada dla wszystkich: przeliczcie sobie ile powinniście otrzymać po wymianie pieniędzy, bo w tych wszystkich tysiącach i milionach łatwo się pogubić.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SMAKI AZJI - DZIEŃ 17 PORA SUCHA CZY PORA MOKRA?

SMAKI AZJI - DZIEŃ 7 WITAJ PRZYGODO!