SMAKI AZJI - DZIEŃ 11 PŁYWAJĄCA WIOSKA VUNG VIENG I KRÓL ZŁOTEGO ŻÓŁWIA
O godzinie szóstej budzi mnie kołysanie statku. Zaspana zastanawiam się, co się dzieje i czy to jeszcze nie są pozostałości po śnie. Odchylam zasłonkę w okienku i okazuje się, że to nie sen a jawa. Rozpoczynamy przemieszanie się w kierunku kolejnego punktu na trasie rejsu, a mianowicie do wioski rybackiej Vung Vieng.
Vung Vieng to jedna z czterech pływających wiosek w zatoce. Uznawana jest jednak za najbardziej autentyczną ze wszystkich, ukierunkowaną na społeczność a nie turystykę. Powstała w XIX wieku jako miejsce, w którym miejscowi rybacy mogli wymieniać towary. Jeszcze kilka lat temu zamieszkiwało ją 50 rodzin, około 300 mieszkańców (w tym około 100 dzieci). Rodziny te mieszkają tu od wielu pokoleń, żyjąc skromnie, opierając się wyłącznie na bogatych zasobach morskich zatoki. W ostatnich czasach ich dochody były również uzupełniane przez stale rozwijający się przemysł turystyczny, chociaż większość dochodów nadal pochodziła z przemysłu rybnego. Samo zwiedzanie wioski odbywa się bowiem w łódkach sterowanych przez miejscowych.
W 2012 r. Zarząd Halong Bay stworzył dyrektywę, która miała na celu rozpoczęcie procesu przemieszczenia mieszkańców pływających wiosek w głąb lądu. Początkowo spowodowało to trochę niepokoju dla tych, którzy żyli od pokoleń w zacisznych domach, z dala od wpływu współczesnego społeczeństwa. Pomimo sprzeciwu ludności, proces nie został zatrzymany. Według władz ma to przynieść korzyść przyszłym pokoleniom, które będą miały dostęp do wyższego standardu życia i odpowiedniej edukacji na kontynencie.
Czy słuszna decyzja? Pozostawie to każdemu do oceny.
Oto jak wygląda taka pływająca wioska:
Niestety to już były nasze ostatnie chwile w Zatoce Bai Tu Long. Po wizycie w wiosce czekała nas już podróż do brzegu, a następnie czterogodzinny powrót do stolicy Wietnamu - Hanoi. Nie był to jednak koniec atrakcji na dzisiaj. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy bowiem na zwiedzanie miasta. Celem było zrobienie pętli dookoła jeziora Hoan Kiem. Jego nazwę można przetłumaczyć jako "Jezioro Zwróconego Miecza" lub "Jezioro Odrestaurowanego Miecza". Znajduje się ono w centrum historycznej części stolicy. Legenda głosi, że w 1428 r., kiedy Cesarz Lợợi pływał po jeziorze, pojawił się Bóg Złotego Żółtwia (Kim Qui) i poprosił o zwrot miecza - Niebiańskiej Woli. Cesarz wywnioskował, iż prośba dotyczy miecza, który wcześniej lokalny bóg Król Smoka dał Lo'i podczas jego buntu przeciwko Ming China. Po zakończonej walce z Chińczykami Cesarz zwrócił miecz Bogowi Złotego Żółwia, a w celu upamiętnienia tego zdarzenia jezioru zmienił nazwę z Luc Thuy ("Zielona Woda") na Hoan Kiem. Z legendą powiązana jest również znajdująca się na jeziorze Wieża Żółwia (Thap Rua).
Na część Króla w jeziorze hodowano żółwie z dwóch gatunków: Rafetus swinhoei oraz Rafetus leloi. Obecnie w jeziorze znajdują się trzy żółwie z gatunku R. swinhoei. Niestety ostatni osobnik R. leloi został znaleziony martwy w 2006 r.
Wieża Żółwia to nie jedyna atrakcja jeziora. W jego północnej części zlokalizowana jest wyspa Jade Island. Na niej zlokalizowano Świątynię Góry Jadeitów (Świątynia Ngoc Son). Świątynia została wzniesiona w XVIII wieku. Honoruje XIII-wiecznego przywódcę wojskowego Tran Hung Dao, który trzykrotnie wyróżnił się w pokonaniu mongolskich najazdów na Wietnam. Wyspa Jade jest połączona z brzegiem drewnianym mostem Thê Húc ("„Okoń porannego słońca”), pomalowanym na czerwono cynobrowy.
Obiekty są podświetlone nocą, co sprawia niesamowite wrażenie, zwłaszcza przy bezwietrznych nocach, kiedy jezioro nie jest wzburzone. Zresztą zobaczcie sami o czym mówię:
Na zakończenie udaliśmy się na street food, gdzie zamówiliśmy tzw. hot pot.
Co to jest hot pot?
Hot Pot to Gorący Kociołek to azjatyckie danie polegające na samodzielnym przyrządzaniu potrawy poprzez wrzucanie lub namaczanie różnych produktów do wrzącego, wcześniej sporządzonego wywaru.
Uczta wyśmienita!
Na koniec jeszcze kilka zdjęć Hanoi nocą.
Do przeczytania!

Komentarze
Prześlij komentarz